Posty

ślub w Maroku, czyli jak to wszystko załatwić (część 1.)

Obraz
Od razu powiem, bez owijania w bawełnę - jeśli decydujecie się na ślub w Maroku, bądźcie przygotowane, że to nie będzie łatwe. (Piszę ten wpis pod kątem dziewczyn chcących wziąć ślub w Maroku z Marokańczykiem, bo jak to wygląda w przypadku chłopaków, zupełnie nie wiem).
Na początek: musicie być absolutnie pewne, że tego właśnie chcecie. To jest moja podstawowa rada, chociaż nie o tym dziś ten wpis. Ale będę to powtarzać do znudzenia. Co prawda ilość formalności, która Was czeka może Was jeszcze wielokrotnie zniechęcić na trasie, ale dobrze startować w tę drogę z absolutną pewnością, że to jest właśnie to, czego chcecie.
Tyle wstępu, czas na konkrety. Dzisiaj napiszę Wam, jak się w ogóle do tego wszystkiego zabrać, w kolejnym wpisie dowiecie się, co trzeba załatwić w Polsce. Postaram się napisać jak najwięcej konkretów, ale trochę mi się już przez te ponad półtora roku pozacierało w pamięci, trochę się też pewnie pozmieniało.


Po pierwsze i najważniejsze: zdecydujcie, gdzie chcecie bra…

już mi niosą suknię z welonem...

Obraz
Lato, słońce, plaża... I jak tu się nie zakochać? Zwłaszcza, kiedy wyjeżdżamy za granicę, do "egzotycznego" kraju, gdzie śniadzi, przystojni mężczyźni zawracają nam w głowach. Ha! Coś o tym wiem. Może to nie był środek lata, a połowa maja, ale też mi kiedyś taki jeden pan zawrócił w głowie. I zawraca w niej do dziś. Pewnie jak zaczniecie szukać w google, czy taki związek może się udać, to traficie na milion for internetowych i artykułów, z których dowiecie się, że marne szanse. Że habibi (po arabsku ukochany) tylko chce Wam zawrócić w głowie, zabawić się, wyciągnąć od Was kasę. Albo że czeka Was przyszłość zniewolonej kobiety, której ukradnie paszport, albo porwie dziecko, a w najlepszym wypadku pozwoli wychodzić, ale tylko z nim i zakrytą od czubka głowy do stóp. I pewnie czasem tak się zdarza, ale że to większość przypadków - na prawdę nie sądzę.  Nie będę Was przekonywać, jak jest. Nie będę dzisiaj obalać stereotypów. Powiem Wam, jak ja doszłam do momentu, w którym jeste…

Lubię to! Lipiec

Obraz
Zacznę od rachunku sumienia. W 2017 roku byłam okropnym czytelnikiem (tak, jak i jestem okropnym bloggerem i piszę raz na dwa tygodnie, żal). Okropnym. Jakieś marne 3 pozycje czytane od przypadku do przypadku. A potem nagle nadszedł lipiec i znów zapachniało mi książkami. Dwie wyprawy do biblioteki i wielka akcja (no dobra, nie taka wielka) wymiany książek z koleżankami z pracy i znów zarywałam noce i znów mogę nazwać się czytelnikiem. W tym miesiącu do polecenia mam Wam dwie świetne pozycje, z moich dwóch ulubionych gatunków.


Pierwsza z nich to thriller, przez który zarwałam noc, ale musiałam, po prostu musiałam wiedzieć, co jest dalej. "Za zamkniętymi drzwiami" B. A. Paris to historia małżeństwa, w którym mąż jest panem i władcą, a żona musi mu się podporządkować. I to jest bardzo delikatnie powiedziane. Nie chcę zdradzać za dużo, bo na prawdę polecam Wam ją przeczytać. Jasne, że jest kilka szczegółów, do których można by się przyczepić, ale po co, skoro ogółem to jest ba…